|
Sny
Zaczynam się zastanawiać, a właściwie to jestem wręcz prawie pewna, że Z. Freud miał rację.
Sto lat temu, jeszcze będąc nastolatką przepełnioną skaczącymi hormonami, zaczytywałam się w tematycznie podobnych lekturach.
Tak na marginesie, dlaczego słowo lektura kojarzy mi się z "lektórą"? Po polsku i po "polskiemu".
Otóż w przekonaniu założeń Z.F. utwierdził mnie dzisiejszy sen.
Im mniej uprawiam seksu, a ostatnio nie uprawiam go prawie wcale, tym bardziej w mojej podświadomości rodzą się nowe porządania.
Podświadomości, bo w snach. Rodzą się same, bo nie mam na nie wpływu, a jedyne co odgrywa rolę, to wydarzenia które mnie otaczają. Wydarznia albo raczej ludzie.
Pewna moja znajoma, kobieta zupełnie wyzwolona, bez-związkowa, singiel. Tak się potoczyło, że jej związek przestał być związkiem, wreszcie odbiła się od załamania i rozpoczeła życie singla, bardzo wyzwolone, jednak pozostające jedynie w jej władzy. Gdbym przy niej, głośno wypowiedziała, że śnią mi się sny erotyczne z udziałem zupełnie przypadkowych facetów, wysłała by mnie do psychologa.
Erotyczne sny i to specyficzne uczucie podniecenia zaraz po obudzeniu. Tylko jak później spojrzeć w oczy komuś, z kim miało się rano orgazm? Mimo, iż fizycznie w nim nie uczestniczył i tak naprawdę wcale o nim nie wie.
Tajemnice bywają słodkie.
|