|
Gość
Stoisz za
mną od dłuższej chwili. Nic nie mówisz, ale i tak wiem, że tam jesteś. Myśląc,
że Cię nie zauważam, zmniejszasz odległość dzielącą twoją twarz od mojego
karku.
Mówisz
coś, ale kompletnie nie mogę Cię zrozumieć.
W mojej
głowie miesza się twój zapach z resztkami rozsądnego myślenia i złości, jaką z
wielką chęcią bym na kimś wyładowała.
Chwytasz
moją rękę. Ostro. Czuję, ciepło rozlewające się w dole brzucha.
Powstrzymuję
się. Udaję sama przed sobą, że wszystko, co dzieje się teraz mnie nie dotyczy.
Wszystko
jest snem, albo chorą wyobraźnią dawno nie kochającej się nastolatki.
Zamykają
się drzwi windy. Nagłe poruszenie się dźwigu, sprawia wrażenie, że przez ułamki
sekundy czuję się jakbym mdlała. Ty zamiast podtrzymać moje ciało, wkładasz
swoją rękę między moje uda.
Mówisz, że
Cię pragnę. Co ty możesz o tym wiedzieć?!
To
przecież tylko kobieca fizjologia.
A ja nie
daję tak łatwo za wygraną. Nie jestem zwierzątkiem do popychania, kiedy ma się
na to ochotę.
Odwracam
się.
Ostry cios
w policzek, jaki Ci wymierzyłam powoduje wściekłość w twoich oczach. Próbujesz
dalej. Ale moje ciało, co raz bardziej się opiera.
Przybliżam
się. I ugiętą w kolanie nogę podnoszę w górę. Z każdym kolejnym centymetrem,
widzę zmieniający się wyraz twojej twarzy.
-Nie rób
tego!- Syczysz.
Ale ja nie
mam zamiaru Cię słuchać. Jedyne, czego pragnę to sprawić Ci tego wieczoru, jak
najwięcej bólu.
A ty
chcesz tylko jednego. Jak zwykle. Pewnie, dlatego godząc się na wszystko
idziesz do mojego mieszkania. Niewolniku, uzależniony od kobiecej pochwy.
Jak
zwykle, próbujesz przejąć pałeczkę. Ale nie dam Ci poczuć smaku zwycięstwa.
Pcham Cię
na łóżko.
Zrywam z
siebie bluzkę, byś poczuł się jeszcze bardziej głodny. Głodny mojego ciała.
Głodny mojego smaku.
Siadam na
tobie okrakiem. Przez koronkowe majtki, spływa na twój brzuch moje podniecenie.
Rękami próbujesz zabłądzić gdzieś, ale ja nie pozwalam. Gryzę Cię, szczypię.
Ostro spiłowanymi paznokciami przesuwam po twoim brzuchu. Wyginasz się jak
dziecko cierpiące na kolkę, a ja wciąż jestem nienasycona widokiem twojej
porażki.
Prosisz,
wręcz błagasz, bym się opamiętała. Niemalże siłą chcesz przewrócić mnie na
plecy i skończyć we mnie to, co sama zaczęłam. Jesteś żałosny. Wystarczy jeden
dotyk języka i już stoisz na baczność. Ale i tak mam na Ciebie ochotę.
Z rozkazu
księżnej zębami zrywasz moją bieliznę. Zatapiasz się we mnie. Ostro i szybko.
Chcę
więcej. Chce mocniej. Chcę czuć każdą komórką ciała, że rozpychasz się we mnie.
Rozkosznie
krzyczę. Ty, dotykasz moich piersi. Twoje zimne dłonie powodują, że co jakiś
czas po kręgosłupie biegnie oddział malutkich mrówek.
Znów
wracam do władzy. Będąc na górze czuję Cię więcej. Czuję bardziej…
Czuję też
w sobie jak kończysz. Zmęczony opadasz na łóżko. Próbujesz mnie dotykać,
całować, ale ja nie mam ochoty na czułości. Mówię żebyś sobie już poszedł.
Patrzysz na mnie zdziwionym wzrokiem.
-Ale
przecież się kochaliśmy.- mówisz - Myślałem że…
-Nie myśl
za wiele. To był tylko kolejny dobry seks. –Odpowiadam, zamykając za sobą drzwi
łazienki. Z nadzieją, że kiedy wyjdę Ciebie, nie będzie już w moim mieszkaniu…
Rzaba.
|